Wietnamska lekcja pokory

pokora-sapa

Mówi się, że podróże kształcą, zmieniają człowieka, poszerzają horyzonty, formują światopogląd. W trakcie wyjazdów można przeżyć lekcje pokory, a tym samym przewartościować swoje życie. Nie do końca rozumiałam znaczenie tych słów, gdy jeździłam na beztroskie wakacje z biurem podróży. Spałam w hotelu, jadłam pyszne kolacje, piłam drinki i chodziłam na plażę oddaloną 100 metrów od hotelu. Owszem wiele wyjazdów zorganizowaliśmy sami, podróżowaliśmy wynajętym autem, a w czasie studiów również auto-stopem. Spaliśmy w prywatnych domach, a zdarzało się także, że w jednym pokoju z karaluchami. Wówczas doświadczaliśmy różnych smaków podróży i poznawaliśmy lepiej siebie samych. Jednak zwykle celem naszych wyjazdów były rozwinięte państwa, w których panują europejskie standardy, a angielski jest językiem powszechnie używanym w komunikacji z turystami.

Wyjazdy skłaniają do refleksji!

Przeprowadzka do Singapuru, możliwość polegania tylko na sobie, codzienne troski nasze, jak i ludzi tutaj mieszkających otworzyły mi oczy na wiele spraw, o których wcześniej nie myślałam. O tym, jak wpływa na mnie życie na emigracji, pisałam już parokrotnie. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić lekcją pokory, jaką dał mi wyjazd do Wietnamu.

Wiedziałam, że Wietnam jest biedny, głośny i raczej daleko mu do Singapuru, Polski czy innych znanych mi miejsc. Jednak czytanie przewodników, internetu, czy oglądanie filmików, to nie to samo, co doświadczenie tego na własnej skórze.

Lekcja pokory, którą odbyłam.

Ten wyjazd, poza pięknymi widokami i cudownie spędzonym czasem uświadomił mi jak wielkie szczęście mam w życiu. Jak powinnam doceniać to, co mam i czego do tej pory doświadczyłam.

Przypomnijcie sobie, jak często narzekacie, że czegoś nie macie albo że inni mają lepiej, więcej, szybciej do czegoś doszli?

Myślę, że czasem warto docenić to, że urodziliśmy się w cywilizowanym kraju, a nasze dzieciństwo w większości przypadków było beztroskie.

Jak bardzo Wasze życie jest sielankowe, zweryfikujcie na bazie mojego bagażu doświadczeń.


Jako dziecko mogłam się bawić i uczyć.

Chodziłam do przedszkola, szkoły, rodzice dali mi możliwość skończenia studiów, a moim obowiązkiem była nauka. Dzieciństwo spędziłam beztrosko na zabawie na podwórku, grając w palanta, albo skacząc w gumę. Uwielbiałam przebierać lalki i wisieć do góry nogami na trzepaku przed blokiem.

Wietnamskie dzieci, zamiast chodzić do szkoły idą na ulicę zarabiać pieniądze. Zamiast beztrosko bawić się na placu zabaw, w 30- stopniowym upale sprzedają bibeloty. Oprócz skakania w kałuży, piją z niej wodę. Zamiast oglądać rzekę z rodzicami na wakacjach, kąpią się w niej bez opieki dorosłych. Zamiast bawić się lalką, opiekują się młodszym rodzeństwem.

Miałam dom i bezpieczne dzieciństwo.

Taka prozaiczna rzecz jak dach nad głową i zabawa na placu zabaw, w czasie której nad bezpieczeństwem czuwali rodzice, dla wietnamskich dzieci to nie chleb powszedni. Co prawda fotelików w autach nie było, kiedy byłam dzieckiem, ale nie byłam narażana na niebezpieczeństwo w podróży.

W Wietnamie czasem 5-osobowe rodziny jeżdżą na skuterach. Kilkulatki jeżdżą bez kasków, a 10 latki same je prowadzą. Dzieci w Wietnamie bawią się same. Chodzą po górach, nieskończonych budowlach, a maluchy bawią się wodą i tym, co znajdą. W mieście atrakcją może być zabawa na torach, a na wsi pływanie tratwą po rwącej rzece.

O pieniądze martwili się rodzice.

Jedzenie było w lodówce, a książki do szkoły na początku września w plecaku. Jako dziecko, nie zastanawiałam się skąd rodzice mają pieniądze i czy dostanę buty na zimę.

Wietnamskie dzieci z rodzeństwem na plecach zbierają pieniądze od turystów. Całymi rodzinami sprzedają w sklepach, restauracjach czy na ulicy. Wyprowadzanie bawołów na pole, przez 6 latka nikogo tam nie dziwi.

Jeździłam pod namiot i na działkę.

Wakacje, choć nie były największym luksusem, jaki można sobie wyobrazić to zawsze BYŁY. Co roku gdzieś jeździliśmy z przyczepką pełną jedzenia i sprzętów, które nie mieściły się w FACIE 126p. Wakacje na działce letniskowej, gdzie spędziłam większość dzieciństwa, kojarzą mi się jedynie z beztroską zabawą. Nie musiałam kosić trawy czy wyrywać chwasty.

Wietnamskie dzieci, choć otoczone niesamowitym bogactwem natury, pewnie w życiu nie będą miały okazji zobaczyć nic więcej.

lekcja pokory


Czy jako rodzice nie przesadzamy?

Kiedy patrzę na moje dziecko, które wychodząc na rowerek, ma kask, a jeszcze jakiś czas temu nakolanniki na łokcie i kolana, to zastanawiam się, czy jesteśmy przewrażliwieni? Czy może dzieci wietnamskie są jakieś bardziej rozważne przez to, że od małego są „hartowane”? Wietnam zwiedziliśmy, trzymając Maksa kurczowo za rękę. Podczas gdy mijaliśmy dzieci dużo młodsze od niego, które same przechodziły przez ruchliwe ulice.

To jedno z pytań, które pozostaje w mojej głowie do dzisiaj.

Bo z pozytywnych rzeczy, które te dzieci niewątpliwie od życia dostają to duża dojrzałość, samodzielność i umiejętność zaspokojenia własnych potrzeb.

Nasze dzieci żyją w dobrobycie.

Cieszę się, że na wakacjach był z nami synek, który mógł zobaczyć, jak żyją inne dzieci i bardzo szybko dostrzegł różnice. Zadawał tysiąc pytań, dlaczego te dzieci pracują, dlaczego są takie smutne, dlaczego proszą nas o pieniądze i najchętniej wszystko by od nich kupił.

Taka lekcja pokory, nie tylko dla mnie, jest bardzo cenna i na długo pozostanie w pamięci. Szkoła, rowerek, czy zabawki to rzeczy, które nasze dzieci dostają i wydaje im się to normalne, bo każdy w ich otoczeniu też je posiada. Perspektywa się zmienia, kiedy opuścimy znany nam obszar życia.

Przestańmy narzekać…

Podróżowanie uświadamia mi, jak mieszkańcy różnych państw żyją: od skrajnej biedy, po niewyobrażalne bogactwo. Każda z tych osób ma swoje troski i zmartwienia.

Jednak bez wątpienia, jeśli mamy gdzie mieszkać, jesteśmy zdrowi, a nasze dzieci odprowadzamy rano do szkoły, a nie na pole do pracy to jesteśmy SZCZĘŚCIARZAMI.

Urodziliśmy się w państwie, w którym mamy dostęp do opieki medycznej (jakakolwiek by ona nie była), nie jemy psów, żab, gekonów, nie śpimy w miejscu pracy, a warunki naszej pracy zwykle nie są uzależnione od panującej za oknem pogody.

Doceńmy, to co mamy!

I nawet jeśli nigdy nie będziemy mieli Ferrari albo nie zawsze uda nam się wyjechać na wakacje, to mamy mnóstwo innych rzeczy, które w biedniejszych krajach są dobrem nieosiągalnym.

Bagaż doświadczeń wyniesiony z podróżowania po świecie jest najcenniejszy. Pobudza nas do refleksji, których może nigdy byśmy nie rozważali. Pozwala docenić rzeczy, które mamy i cieszyć się z życia jeszcze bardziej niż dotychczas.

Jadąc do Wietnamu, oczekiwałam pięknych widoków, ciekawych doznań kulinarnych, czy kolorowych bibelotów na wietnamskim targu i je zobaczyłam.

Jednak poza tym, co wyczytałam w przewodnikach, otrzymałam dużo więcej – LEKCJĘ POKORY.

Jest ona dla mnie cenniejsza niż niejeden zapierający dech w piersiach widok.

A więc pakujmy walizki i ruszajmy w dalszą podróż zwaną ŻYCIEM!


10 Replies to “Wietnamska lekcja pokory”

  1. Bardzo ciekawy wpis! Często sobie powtarzamy żeby dziękować za to co mamy i czego nie mamy! Pozdrawiam!

    1. Dziękuję za komentarz 🙂 W dzisiejszym świecie łatwo zapomnieć, co tak naprawdę w życiu się liczy…

  2. Żyjemy w miejscach, w których dobrobyt miesza się z rywalizacją – o lepsze jutro, o lepsze dzisiaj. Lepsze od czego, kogo? Sek w tym, że rzadko potrafimy słuchać siebie bez porównań do otoczenia. W poście przedstawiony został aspekt, który niejako scala się z tezą, że podróże kształcą. Otóż nie tylko dają wiedzę o świecie, ale też pokazują, gdzie my w nim jesteśmy i jak rzadko tak naprawdę decydujemy o tym, w jaki sposób chcemy dożyć kresu naszych dni. Brawo

    1. Dziękuję za ten komentarz 🙂 Super to podsumowałaś, pozdrawiam

  3. Magda Sypniewska-Gawlik says: Odpowiedz

    Ja całkiem z innej beczki pozdrawiam Ciebie z działeczki w Lginiu gdzie spędzałyśmy wakacje buziaki !!!

    1. Magda, zapomniałaś dodać, że najwspanialsze wakacje 🙂 Ciekawa jestem jak Lgiń dzisiaj wygląda? Pozdrawiam Cię serdecznie :*

  4. Myśle sobie, że narzekanie mimo, ze na jakimś poziomie zdajemy sobie sprawę, że „inni mają gorzej” jest przyrodzoną cechą ludzkiego umysłu, a ten jest nieustannie niezadowolony; tamto jest lepsze niż to, jutro jest lepiej niż dziś, tam jest lepiej niż tu etc. etc. Tylko my możemy realizować te zapędy naszego mózgu, oni ze względu na skrajną biedę nie. chociaż kto powiedział, że trzeba gnać do przodu? A gdyby tak dla odmiany czuć zadowolenie z tego co jest? Czego nam wszystkim życzę.

  5. Bardzo spodobał mi się Twój wpis. Ostatnio nie mogłam znaleźć nic co by mnie przytrzymało do ostatniej kropki. A tu proszę, wpis zarówno pouczający jak i z nutką nostalgii. Wgl mi się wydaje, że jesteśmy strasznie przewrażliwieni w tych czasach. I już abstrahując od Wietnamu, pamiętam, że sama jako dziecko lubiłam się brudzić i nikt na mnie nie chuchał . Teraz jakbym patrzyła na zupełnie inny świat… Czuję się taaaka stara… 😉

    1. Dziękuję za miły komentarz. W dzisiejszych czasach dzieci teoretycznie mają wszystko, a tak naprawdę zabrane mają najważniejsze – wolność w trakcie zabawy, którą my jako dzieci mieliśmy…

  6. Dał mi trochę do myślenia ten wpis. W Polsce mamy jednak bardzo dobrze w porównaniu do Wietnamu. Dzieci mojej sąsiadki za 15 lat doczekają Polski pewnie tak samo bogatej jak USA, czy UK.

Dodaj komentarz