Singapur – miasto kontrastów
(część I-sza)

życie na równiku

Singapur IlonaPo niespełna miesiąca życia na równiku myślę, że nadeszła pora, żeby opisać Wam moje pierwsze wrażenia dotyczącego tego miejsca. Jestem pewna, że wraz z upływem czasu moje spostrzeżenia będą ewoluowały, jednak nie zmienia to faktu, że pierwsze wrażenie zwykle mocno rzutuje na odbiór otoczenia.

Niejednokrotnie wyobrażałam sobie jak wyglądać będzie nasza codzienność w Singapurze, trochę nie wierzyłam, że mogę w ogóle nie ubrać długich spodni czy bluzy (więc asekuracyjnie wrzuciłam kilka sztuk do walizki), a jednak…

Singapur mnie nie zawiódł, a internet nie (zawsze) kłamie:

  • jest ciepło – wręcz gorąco,
  • jest zielono – zieleniej niż myślałam,
  • przy osiedlach (tzw. Condominium) są baseny i siłownie,
  • nie ma natomiast małp na ulicach (przynajmniej do tej pory, z żadną się nie spotkałam).

Natomiast zapytana, jakie jest moje pierwsze wrażenie dotyczące Singapuru, odpowiedziałabym bez wątpienia, że Singapur to miasto kontrastów.  Poniżej opiszę te, które do tej pory udało mi się dostrzec, myślę, że z czasem lista będzie się wydłużała.


SINGAPUR – MIASTO KONTRASTÓW:

1. POGODA: SŁOŃCE I DESZCZ

gardens by the bay

Pogoda w Singapurze jest dość monotonna i przewidywalna (mocno się zdziwię, jeśli zacznie mi to kiedyś przeszkadzać). Dzień zaczynam i kończę w japonkach. Potrzebna jest tutaj duża ilość przewiewnych sukienek, krótkich spodenek i strojów kąpielowych. Temperatura oscyluje w granicach 28-32˚C. Na niebie często są chmury, z których co jakiś czas pada deszcz. Jednak nawet podczas dużej ulewy temperatura powietrza pozostaje bardzo wysoka. Opady są zwykle krótkie, bardzo gwałtowne i obfite, a zaraz po nich znowu wychodzi słońce. Dla osób, które nie lubią ciepła i dużej wilgotności tutejszy klimat może być ciężki, dla nas natomiast jest to spełnienie marzeń. Zaliczyliśmy już 20 kilometrową wycieczkę rowerową, więc i to da się przeżyć, a nawet czerpać z tego przyjemność.

Singapur deszcz


2. MIESZKAŃCY: MULTIKULTUROWOŚĆ I TOLERANCJA

Singapur multikulturowosc

O tym, że Singapur jest miejscem, w którym można spotkać większość nacji czytaliśmy, ale nie spodziewaliśmy się tego, że tę wielonarodowość będzie można obserwować na każdym kroku. Niezależnie czy jesteś w metrze, w sklepie, czy spacerujesz ulicą, spotykasz niesamowitą mieszankę różnych narodowości. Każdego dnia ich ubiór, zachowanie, czy język wzbudzają w Tobie chęć dowiedzenia się czegoś więcej o ich kulturze, zwyczajach, miejscu, z którego pochodzą. To jest ta część naszego wyjazdu, która jest szalenie interesująca i myślę, że jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczy i wzbogaci naszą wiedzę o świecie i ludziach. Pomimo tak dużego mixu kulturowego, widoczna jest wysoka tolerancja. Nie widziałam żadnych zachowań, które wzbudziłyby mój niepokój. Rząd singapurski znany ze swojej zaborczości dba o to, żeby w mieście nie powstawały dzielnice z jedną dominującą nacją. W mieszkaniach rządowych (HDB) są odgórnie narzucone proporcje narodowości, w których Chińczycy, Malajowie i Hindusi żyją obok siebie. W condominiach ten podział nie obowiązuje.


3. ŻYWIENIE: OBIAD ZA 3 I 30$

Kuchnia w Singapurze to prawdziwy raj dla smakoszy. Każdy znajdzie tutaj coś, co odpowiada jego upodobaniom. Jeśli dysponujecie większym budżetem, można zjeść kolację za 30$ i więcej, ale jeśli chcecie wydać mniej, to można tutaj spróbować lokalnych specjałów nawet za 10 razy mniej. W tutejszych hawker centres (miejsce na świeżym powietrzu, pod daszkiem z budkami, z których każda serwuje inne dania) można syto się pożywić. W jednej budce o powierzchni 3-4m 2, najczęściej 2 osoby przygotowują dania. Tutaj również rząd wsadził swój nos – oceniając czystość każdej z „restauracji” od A (najwyższa ocena) do D. Krąży mit, że w tej kuchni, którą oceniono na A pewnie nikt nie gotuje, bo nie ma ruchu, dzięki czemu jest czysto. Ocena D – rządząc się prawami rynku, nie ma szans utrzymać się, więc ich nie zobaczycie. Zaleca się więc jedzenie w budkach oznaczonych B i oczywiście A. Dania są w przedziale cenowym od 3-10 $. Jest także duży wybór świeżo-wyciskanych soków i koktajli przygotowywanych na oczach klientów. Mój ulubiony to awokado milkshake.


4. PRAWO: RESTRYKCJE I LUZ

Singapur zakaz

O zakazach i nakazach, jakie narzuca singapurski rząd, krążą legendy. I tak – jest w tym dużo prawdy, bo znaków o tym, co robić, a czego nie robić jest sporo. Pomimo tego ludzie nie wyglądają jak „zaprogramowane roboty”, a kara chłosty nie jest stosowana publicznie. Z najdziwniejszych zakazów panujących tutaj jest zakaz żucia gumy. Oprócz tego śmiecenie na ulicy czy jedzenie i picie w komunikacji miejskiej jest zagrożone wysokim mandatem. Dzięki temu nie czujesz w metrze zapachu duriana – popularny w Singapurze, ale bardzo nieładnie pachnący owoc. Nie obawiaj się też przyklejonej gumy do żucia na spodniach, bo nią również jest zakaz. Z drugiej strony można zrobić piknik w centrum miasta, w parku czy też na chodniku (jak tutaj niektórzy praktykują). W jednym z miejskich parków można rozbić namiot (i w nim nocować), a także urządzić grilla. Ludzi przechodzących na czerwonym świetle też nie trzeba było długo szukać, co było dla nas lekkim szokiem.

Piknik na trawie


5. WIDOKI: BETON I ZIELEŃ

Na każdym zdjęciu w internecie, książce czy blogu Singapur pokazywany jest jako skupisko wieżowców, centrów handlowych, autostrad. Od siebie dodam, że również jako plac niekończącej się budowy. Tak w rzeczywistości jest, ale oprócz miejskiej zabudowy jest tutaj ogromna ilość zieleni. Na każdym kroku są duże, w większości bezpłatne, bardzo zadbane parki. Na balkonach czy dachach budynków widoczne są „ogródki” z palmami i innymi drzewami. Widok jest niesamowity, a różnorodna roślinność zapiera dech w piersiach.

Ze względu na wysoką wilgotność, częste opady i bardzo wysoką temperaturę czasami czuję się tutaj jak w poznańskiej palmiarni, do której chodziłam z dziadkiem jako mała dziewczynka 🙂

Zapraszam do drugiej części opisującej Singapur, miasto kontrastów.


14 Replies to “Singapur – miasto kontrastów
(część I-sza)”

  1. Miałem takie same wrażenia jak byłem w Singapurze pare lat temu. Nowoczesne szklano-betonowe miasto z olbrzymia ilością zieleni i zadbana przestrzeni publiczna.

    Nie do końca się zgodzę z tym co napisałaś o braku dzielnic czy rejonów miasta zamieszkanych głównie przez jedna narodowość – vide chinatown, little india 🙂

  2. Czułam, że ten komentarz się pojawi 🙂 Jak najbardziej wymienione przez Ciebie dzielnice są w dużej mierze zamieszkiwane przez Hindusów i Chińczyków, ale pisałam o mieszkaniach rządowych (HDB), w których te proporcje są odgórnie regulowane. A na temat wrażeń będzie jeszcze druga część, bo nie sposób zmieścić się w jednym poście 🙂

  3. Zazdroszczę! Cudne miejsce, świetne zdjęcia, sama chętnie zobaczyłabym Singapur.

    1. Kasiu, zdjęcia nawet w połowie nie oddają, tego jak tu jest pięknie. Pomyśl o wakacjach na równiku – na pewno nie pożałujesz 🙂 Pozdrawiam

  4. Jak respektowany jest zakaz żucia gumy? Policja nakazuje Ci wyszczerzyć zębiska w poszukiwaniu zakazanych łakoci? 😉
    Trafiłem do Ciebie z Facebooku, masz lekki, ciekawy styl pisania, na pewno jeszcze tu zajrzę.

    1. Bartek, dziękuję za komentarz. Zapraszam do polubienia strony na fb (będziesz na bieżąco) w temacie gumy do żucia i nie tylko 😉 Na szczęście do buzi policja nie zagląda, ale jest zakaz sprzedaży i zakupu gumy na terenie tego państwa. Za złamanie zakazu grozi mandat w wysokości 1000 dolarów $, więc wolałabym nie sprawdzać, na jakiej dokładnie podstawie go wystawiają 😉

  5. Świetny tekst! Bardzo przybliża Singapur. Nie sądziłam, że jest tam tak zielono.😊 planujemy wizytę w tej części globu w przyszłym roku. Na pewno skorzystam z Twoich wskazówek.

    1. Kasiu, dziękuję za miły komentarz. Przez rok na blogu pojawi się jeszcze sporo wskazówek mogących przybliżyć Singapur, więc zapraszam do czytania. Miejsce na pewno warte odwiedzenia 🙂 Pozdrawiam

  6. Zakaz żucia gumy to najlepsze co mogli wymyślić! Chodniki są przynajmniej nie skażone czarnymi kropkami. Codziennie gdy przechodzę koło miejscowego dworca, myślę jak fajnie by było żeby ktoś w końcu wyczyścił te chodniki.

    PS. W Stanach są firmy które zawodowo czyszczą chodniki z gumy. Podobno masakryczne przy tym śmierdzi. Zapach zmieszanej śliny z brudem i starą gumą

    Podoba mi się też fakt mieszają różne nacje. Nie tworzą się przez to zamknięte getta. Widzę jak to działa w Anglii i aż strach chodzić po takich dzielnicach.

  7. Rząd Singapurski „kładzie łapę” na wszystkie trudne tematy w tym kraju. Z Polski wydawało mi się to bardzo sztuczne… Oczywiście nie wszystko działa idealnie, ale wiele rozwiązań jest praktycznych dla mieszkańców. Nawet żucia gumy można się oduczyć, jeśli dzięki temu miasto jest tak czyste jak tutaj 🙂 Pozdrawiam

  8. Bardzo fajny tekst! Chciałabym odwiedzić Singapur, może ciężko byłoby mi żyć w takiej temperaturze i wilgotności powietrza, ale pod kątem zieleni i roślin musi być czadowo! Przecież tam wszystko rośnie jak szalone. Czekam na drugą część, może pokażesz zieleń miejską albo jakiś ogród botaniczny?

    1. Bożka, dziękuję za miłe słowa. Klimat singapurski nie jest tak tragiczny jak go opisują 🙂 Nie jest prawdą, że ludzie nie chodzą po ulicach (tak wyczytałam przed wyjazdem), tylko poruszają się wszędzie taksówkami z jednej klimatyzacji do drugiej…Wielu „szaleńców” tu spaceruje, a nawet jeździ na rowerach 🙂 Roślinność jest piękna i robi na mnie wrażenie każdego dnia. Oczywiście opis o ogrodach botanicznych i roślinności się pojawi- cieszę się, że dajesz znać, że Cię to interesuje. A druga część postu jest już na blogu: http://zycienarowniku.pl/singapur-miasto-kontrastowczesc-ii-ga/
      Zapraszam do czytania.

  9. Już niebawem mamy przesiadkę w Singapurze, jednak na lotnisku będziemy dysponować niecałymi 3 wolnymi godzinami. Czy jest jakakolwiek szansa i sens na to, by podjechać do miasta i cokolwiek zobaczyć? Z góry dzięki 🙂

    1. Hej, chętnie bym Wam napisała, że tak, ale wiedząc jak wygląda (jak duże) jest lotnisko w Singapurze oraz jak daleko jest oddalone od centrum, myślę, że 3 godziny to za mało czasu na zwiedzanie. Dojazd taksówką do centrum to około 40 minut, komunikacją ponad godzinę. Chyba, że lubicie takie szybkie akcje, to można podjechać pod Marina Bay Sands, strzelić fotę i wracać na samolot… 🙂 P.S. A gdzie dalsza podróż?

Dodaj komentarz