Sa Pa – za co ją pokochałam?

pola-ryzowe-sa-pa

Sa Pa to miasteczko położone na północy Wietnamu, w prowizji Lao Cai. Dla mnie zdecydowany faworyt wietnamskiej przygody. Sama w sobie Sa Pa to turystyczna miejscowość, oferująca niewiele spektakularnych widoków. Jednak jej okolica mocno zapisała się w mojej pamięci. W przeciwieństwie do przereklamowanej zatoki Ha Long Bay tutaj możesz poczuć prawdziwą naturę i schronić się od typowo turystycznych atrakcji. Mówiąc inaczej, możesz zwiedzać w tempie i w sposób, w jaki najbardziej lubisz. Jedną z największych atrakcji Wietnamu – zatokę Ha Long Bay musisz odwiedzić z zorganizowaną wycieczką. Dla nas nie ma nic gorszego niż wsadzenie grupy ludzi w autobus, dowiezienie ich pod samą atrakcję, wyznaczenie czasu na kajak i krótką kąpiel. A tak niestety wyglądała nasza przygoda z atrakcją, wpisaną na światową listę UNESCO. Sa Pa choć porównywana jest często do zakopiańskich Krupówek (i jest w tym odrobina prawdy), ma swój niepowtarzalny klimat, który niejednego turystę oczaruje.

Największą zaletą Sa Pa jest to, że możesz zwiedzać ją SAM. Ciekawi ludzie, żyjący w zgodzie z otaczającą naturą, tworzą niecodzienny widok dla współczesnego turysty. Jednak to, czym Sa Pa ujęła moje serce najbardziej, to soczyście zielone pola ryżowe. Krajobraz, na który mogłabym patrzeć godzinami, bo wraz ze zmianą położenia słońca, zmieniał się ich wygląd…


Informacje praktyczne dla wybierających się do Sa Pa:

  • Pogoda: ze względu na położenie potrafi być tam bardzo zimno i deszczowo, średnie temperatury w ciągu roku od 10-26ºC; my pomimo zapowiadanej pory deszczowej, mieliśmy 2 dni skąpane w słońcu 🙂
  • Ubiór: przede wszystkim sportowa odzież; warto mieć kurtkę przeciwdeszczową i wygodne obuwie;
  • Transport: z pobliskich miejscowości dojedziesz autobusem, po mieście można poruszać się taksówkami (niestety trzeba uważać na oszustów) lub najczęściej na pieszo;
  • Nocleg: najlepiej wcześniej zarezerwować, wybór jest spory, w przystępnych cenach, a część hoteli ma pokoje z widokami na góry.

Za co pokochaliśmy Sa Pa?

Za soczyście zielone pola ryżowe

pola-ryzowe-2-sa-pa
Pola ryżowe

Od najbliższych pól ryżowych z miejscowości Sa Pa dzieliło nas parę kilometrów. Dostanie się do nich z 6-latkiem pytającym co 5 minut czy „daleko jeszcze” nie należało do najprostszych. Postanowiliśmy więc skorzystać z taksówki, która okazała się jeszcze większym wyzwaniem niż jęczący Maks. Ciężko było się dowiedzieć, jaka będzie cena za kurs, a nawet czy kierowca dowiezie nas tam, gdzie chcemy.

Po dwukrotnej zmianie taksówki stwierdziliśmy, że lepiej nie będzie i zaufaliśmy, że uda nam się dojechać. Tak też było, poza jedną z atrakcji, którą była konieczność wyjścia na 5 minut z taksówki. Okazało się, że nagle skończyła się utwardzona ulica, a padający tydzień wcześniej deszcz nabudował błoto. Zabrałam więc plecak, aparat, bo nie miałam pewności czy kierowca raczy na nas poczekać. Przyznam szczerze, że poziom mojego zaufania, który tak wzrósł w Singapurze, w Wietnamie spadł do zera. Pan dowiózł nas tam, gdzie chcieliśmy, a kiedy naszym oczom ukazały się soczyście zielone pola ryżowe cała złość na wietnamskich oszustów, przerodziła się w czystą miłość do tego miejsca.

pola-ryzowe-sa-pa
Pola ryżowe

Choć chodzenie po górach nie jest naszą ulubioną formą spędzania wakacji, to jednak trasy w Wietnamie są szalenie interesujące. Gdyby nie nasz niecierpliwy kompan podróży mogłabym tak chodzić kilka dni.

sa-pa-most
Widoki w trakcie naszej wycieczki

Słońce przepięknie „malowało” wzgórza, a cisza, spokój i obcowanie z naturą były fajnym oddechem od naszego codziennego, miejskiego stylu życia. Wybraliśmy trasy, które były dość mało oblegane przez turystów, dzięki czemu mieliśmy możliwość obcowania wśród

lokalnych mieszkańców.

sa-pa-pola-ryzowe
Sa Pa, życie lokalnych

Życie tutaj płynie w spokojnym rytmie, który zaburzyć może chyba jedynie pogoda. Życie wśród bogactw natury i jego wykorzystanie jest dla przeciętnego „mieszczucha” niecodziennym widokiem. Mieliśmy okazję zaobserwować, jak wygląda ciężka praca na polach ryżowych, praktycznie pozbawiona sprzętów. Ponadto, widzieliśmy kobiety piorące w rzece i dzieci biegające beztrosko po okolicy. W przeciwieństwie do dzieci z centrum Sa Pa, które w turystach widzą jedynie zarobek, tutejsze maluchy wyglądały raczej na nieufne. To właśnie ta okolica skłoniła mnie do napisania postu o wietnamskiej lekcji pokory.

dziecko-wietnam
Samotnie bawiące się dziecko

Mniejszości etniczne Hmong, Dao i Tày

hmong-sa-pa
Starsza Pani, Hmong

W górskiej części Wietnamu można spotkać mniejszości etniczne. Najczęściej widzieliśmy przedstawicieli mniejszości etnicznej – Hmong. Ich różnorodne stroje mieliśmy również okazję zobaczyć na kolorowym targu w Bac Ha. Oprócz Hmong w tej części Wietnamu mieszkają również mniejszości Dao i Tay. Tych pierwszych mieliśmy okazję zobaczyć, drugich niestety nie udało się w trakcie tej wyprawy. Podobno mniejszości te, oprócz różnego ubioru, mówią w różnych językach. W przeciwieństwie do Hmong nastawionych na zarobek wśród turystów, prawdziwa mniejszość etniczna jest nieufna wobec obcych.

hmong
Kobieta z mniejszość etnicznej, Hmong

Jeśli turysta ma ochotę poczuć się jak prawdziwy Hmong, na każdym kroku sprzedawane są tego typu stroje. Chętnych oczywiście nie brakuje.

stroje-lokalne-sa-pa
Stoisko z lokalnymi strojami

Nawet malutkie dzieci ubierane są w lokalne stroje, jednak raczej  w celach komercyjnych, niż kultywowania tradycji. W okolicy kościoła (centralnego punktu Sa Pa) tłumy malutkich dzieci sprzedają pamiątki, osaczając przy tym turystów z każdej strony. Sytuacja jest tym bardziej przygnębiająca, że w mieście widoczne są znaki informujące, że nie można od nich kupować. Dzieci, zamiast chodzić do przedszkola lub szkoły od małego są uczone, że turysta to łatwy zarobek. Na widok policji dzieci chowały swój „towar” po kieszonkach. Do tej „pracy” najczęściej zmuszają je własne mamy.

dzieci, Wietnam
Dzieci w ludowych strojach, Hmong

Turystyczne centrum Sa Pa, czyli wietnamskie Krupówki

kosciol-katolicka-sa-pa
Kościół katolicki w centrum Sa Pa

Centralnym punktem Sa Pa, gdzie biały turysta nie przejdzie spokojnie, jest okolica kościoła katolickiego. Jest to główny punkt gromadzenia kobiet z dziećmi sprzedającymi pamiątki. Autobus, którym przyjechaliśmy do Sa Pa miał przystanek dokładnie w tym miejscu, więc zaraz po wyjściu byliśmy dosłownie zarzuceni propozycjami wspólnego trekkingu. Ciężko przejść obok tego obojętnie, z drugiej strony po paru godzinach człowiek uodparnia się na te widoki. W centralnym punkcie Sa Pa często zbiera się również miejscowa młodzież, grająca w piłkę nożną.

boisko-centrum-sa-pa
Centrum Sa Pa, miejsce spotkań miejscowych i turystów

Pomimo tego, że po paru dniach w Wietnamie zaczynałam się przyzwyczajać do „niecodziennych” zachowań dzieci, były sytuacje, w których nie wiedziałam co myśleć. Te dziewczynki stały prawdopodobnie cały dzień w słońcu, sprzedając pamiątki, a pomimo tak ciężkich warunków swoje pragnienie zaspokajały, pijąc wodę z fontanny.

dzieci-sa-pa
Wietnamskie dzieci pijące wodę z fontanny

Miejscowość Cat Cat

Miejscowość Cat Cat

Ciężko nie przyznać racji tym, którzy mówią, że Cat Cat to istna cepelia i niewiele ma wspólnego z prawdziwym życiem mieszkańców. Za wejście do parku trzeba zapłacić. Większość drogi obsadzona jest sklepikami z „rękodziełem”, które pewnie w części produkowane jest w fabrykach. Można tam jednak zobaczyć tradycyjne domy, a także ludowe występy. Poza tym jest tam przepiękny wodospad i urokliwa okolica. Pomimo panującej komercji, warto odwiedzić Cat Cat, bo to górska część Wietnamu w „pigułce”.

wodospad-cat-cat
Wodospad w wiosce Cat-Cat

Za tanie piwo i pyszne jedzenie!

jedzenie-sa-pa
Spring rolls, piwo i owoce morza

Po całym dniu pieszej górskiej wędrówki nie ma nic przyjemniejszego niż wypić zimne piwko i zjeść pyszny posiłek. Jak już wcześniej wspomniałam, w wietnamskim jedzeniu zakochałam się po uszy, do tego stopnia, że w Singapurze kontynuuję jego poznawanie. Niestety ceny w mieście lwa nie są tak atrakcyjne, jak w Wietnamie. Piwo w restauracji w Wietnamie można kupić za 1-2 SGD (w Singapurze 7-10 SGD), a dobry obiad zjeść za 3-5 SGD. Dla porównania zupa Pho w Singapurze kosztuje od 7-20 SGD. Oprócz Pho (w różnych wariantach mięsno-warzywnych), jedliśmy szaszłyki, spring rolls-y, a także ryż z dodatkami. Dla wielbicieli owoców morza, Wietnam ma również szeroki wybór dań.

szaszlyki-sa-pa
Szaszłyki w Sa Pa

Dostęp do „świeżej” żywności 😉

swieze-jedzenie-sa-pa
Świeże produkty w drodze do Lao Chai

Ten ostatni punkcik dodaję z przymrużeniem oka, bo europejski turysta przyzwyczajony do pewnych standardów jakości, może mieć problem z tym, jak przechowywane i sprzedawane jest pożywienie. Świeże mięso leżące przez parę godzin w 30 stopniowym upale, wielkie gary z zupami, w których nie do końca wiesz, co kucharz wymieszał to jedne z atrakcji, na które wybierając się do Wietnamu, musisz być gotowy. Na szczęście nam do tej pory nie przydarzyły się żadne żołądkowe „rewolucje”, ale przed przeprowadzką do Azji, szczepiliśmy się na dur brzuszny i żółtaczkę. Warto jednak być ostrożnym z próbowaniem wszystkich azjatyckich „specjałów”.


Wyprawa do Wietnamu była moim pierwszym zetknięciem z „prawdziwą Azją”. Po europejskich wakacjach, na które jeździliśmy, mieszkając w Polsce oraz półrocznym mieszkaniu w Singapurze, mogę śmiało stwierdzić, że Wietnam to zupełnie inna, nowa dla nas „bajka”. Rozbudziła ona ochotę na dalsze odkrywanie Azji i idąc na fali tej smykałki wyruszyliśmy do Tajlandii, w której spędziliśmy parę ciekawych dni w Bangkoku.

A Ciebie, która część Azji fascynuje najbardziej?


7 Replies to “Sa Pa – za co ją pokochałam?”

  1. Uwielbiam Azję, kuchnię i ludzi.No i przepiękne krajobrazy.
    Sapa do takich należy. Pola ryżowe są fantastyczne. Super miejsce w Wietnamie.
    Mnie bardzo podobała się Birma, ale chyba najbardziej urzekł Laos. Zachwyciła mnie Indonezja, zachwyciła Tajlandia. Sterylny Singapur nie pasował mi do Azji, ale wrażenie zrobił.
    Kuchnia azjatycka jest fantastyczna, uwielbiam pikantne potrawy. Jadałam również na nocnych targach, z ulicznych budek i wolałam nie myślec, w jakich warunkach to jest przygotowywane. Na szczęście ominęły mnie jakieś dolegliwości żołądkowe.
    Bardzo fajna relacja!
    Pozdrawiam-)

    1. Ja zwiedzanie Azji zaczęłam właśnie od Singapuru, który z prawdziwą Azją niewiele ma wspólnego…
      Na szczęście powoli nadrabiam zaległości i cieszę się, że mam możliwość dogłębnego poznania tej części świata 🙂
      Pozdrawiam

  2. Ja jeszcze nie byłam w Azji, ale jak już się wybiorę to postawię chyba na Japonię i Tokio 🙂

    1. Mnie również tam ciągnie i wierzę, że marzenie to, uda się zrealizować 😉

  3. Pola ryżowe wyglądają niesamowicie. Nie maiłem jeszcze okazji wybrać się do Azji, ale mam nadzieję, że szybko się to zmieni. Uwielbiam oglądać zdjęcia z Azji. Szczególnie jedzenie mnie zawsze zachwyca. Wszystko wygląda mega apetycznie.

  4. Pola ryżowe wyglądają bajkowo! Zieleń jest tak soczysta, że aż niemożliwe 😊 Co mnie zaskoczyło to świeże mięso trzymane w takich warunkach! Ludzie naprawdę tam kupują tak mięso?

    1. Tak i nie tylko mięso jest sprzedawane w takich (i gorszych) warunkach.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz