Niebanalna podróż na kolorowy targ w Bac Ha

targ w Bac Ha

Podróż do Wietnamu była naszą pierwszą, wspólną wycieczką do Azji, pomijając przeprowadzkę do Singapuru. W poście Wietnamska lekcja pokory możecie przeczytać o moich osobistych refleksjach związanych z tym wyjazdem. Natomiast w tym wpisie chciałabym wam przedstawić, na co należy się przygotować chcąc na własną rękę dojechać do targu w Bac Ha. Jak już wcześniej wspominałam przeprowadzka do Singapuru była naszym pierwszym spotkaniem z Azją. Wiedzieliśmy że nie cała Azja jest tak nowoczesna jak miasto lwa, natomiast Wietnam pod wieloma względami nas zaskoczył.

Już podczas pierwszej wyprawy na targ w Bac Ha mogliśmy się przekonać, że to będą ciekawe wakacje.

Przebyliśmy łącznie prawie 1000 km, zwiedzając jedynie północną część Wietnamu.

Przemieszczanie się po Wietnamie nie należy do najprostszych, również z powodu oszustów czyhających na turystów, prawie na każdym kroku.

W trakcie naszej wyprawy odwiedziliśmy:


Informacje podstawowe:

  • waluta: 1 SGD=17026,42 VND (dong wietnamski);
  • język: wietnamski;
  • wiza dla Polaków: obowiązkowa, możliwa aplikacja on-line (wiza jest płatna);
  • szczepienia: nieobowiązkowe, ale zalecane na dur brzuszny, WZW typu A i B;
  • pogoda: różna, w zależności od regionu.

Jak wyglądała nasza podróż na kolorowy targ w Bac Ha?

Noc w wietnamskim pociągu

W wietnamskim pociągu, jako jednej z atrakcji naszej wyprawy spędziliśmy łącznie 16 godzin. Łącznie pokonaliśmy 600 kilometrów. Celem naszej podróży było dotarcie na targ w Bac Ha, który odbywa się tylko w niedzielę. Urlop rozpoczynaliśmy w sobotę więc po przylocie do Hanoi, krótkiej przerwie na posiłek, poszliśmy na nocną jazdę pociągiem do miejscowości Lao Cai. Maks czuł dużą ekscytację związaną z podróżą, która i nam się udzieliła…

Klasa ekonomiczna

Kiedy podstawiono nasz pociąg, zmęczeni ilością środków transportu, którą zaliczyliśmy tego dnia pognaliśmy na zasłużony „odpoczynek”. Idąc wzdłuż wagonów, minęliśmy wagon numer 10, gdzie w przedziale na stoliku stały kwiatki, czajniczek z herbatą (za którą już tak tęskniłam) i butelka wody. Łóżka były pościelone białą poszewką i delikatnie świeciła nocna lampka. Mąż mi oznajmił, że to jednak nie nasz wagon. Idąc dalej, minęliśmy kolejne wagony, numer 9 i 8, w których stała już jedynie woda, nie widać było kwiatków, ani herbatki. I tym razem mąż nie zawiódł, „Kochanie, nasz wagon ma numer 7” oznajmił. Na stoliku w tym przedziale nie było ani kwiatków, ani wody, o herbatce nie wspominając. Kolor pościeli wpadał już w odcień brązu, ale dzięki temu doświadczeniu powoli zaczynałam odkrywać co za chwilę mnie czeka.

Nasza „złota klatka”

Przedział naszego pociągu to były 2 dwupiętrowe łóżka ze wspomnianą już brązową pościelą i stolikiem nocnym. W przedziale byliśmy sami, była klimatyzacja i zamykane na klucz drzwi, więc jak na klasę ekonomiczną, pełen wypas. Gdy emocje opadły i nacieszyliśmy się ekscytującą nocą, która czekała nas w pociągu dotarło do nas, że tam będzie trzeba jakoś zasnąć. Maks tradycyjnie po przeczytanej bajce usnął snem kamiennym, gorzej było z nami. Ja przy każdym zakręcie miałam wrażenie, że wypadniemy z torów i do dziś pamiętam ten rytmiczny dźwięk jazdy wagonu po torach.

Dotarliśmy do Lao Cai

O 5.30 byliśmy „już” w Lao Cai, pozostało nam „już tylko” dostać się na targ Bac Ha, oddalonej dwie godziny drogi od Lao Cai. Po wyjściu z pociągu, niewyspani, głodni i marzący jedynie o prysznicu zostaliśmy zaatakowani przez tłum taksówkarzy. Taktyka negocjacyjna, którą objęli, była całkiem sprytna, bo po nocy w pociągu ciężko przeliczyć podawaną w milionach dengów wietnamską stawkę.

Oferta nie do odrzucenia

Początkowo mieliśmy plan dojechać na targ w Bac Ha autobusem, ale oferta prywatnego kierowcy, oszczędność czasu i komfort jazdy wydała nam się w tym momencie nieoceniona. Na umówioną godzinę pod hotel podjechało auto, a pani która nim przyjechała podobno nie znała języka. Ku naszemu zdziwieniu, pani po przejechaniu 200 metrów kazała nam wysiąść i przesiąść się na autobus do targu w Bac Ha. Ta próba oszustwa szybko postawiła nas na nogi, a adrenalina sprawiła, że zaczęliśmy być bardziej czujni. Jednak pech nas dalej nie odpuszczał. W kasie biletowej odmówiono nam kupna biletów i kazano kupić je od pani, która nas podwiozła. W tym momencie pomyślałam sobie: „gdzie ja jestem i jak ja tu przetrwam”…

Niebanalna podróż na targ w Bac Ha

Jadąc autobusem z Lao Cai do Bac Ha odkryliśmy kolejną twarz Wietnamu. Zanim wyjechaliśmy z miasteczka, autobus zatrzymywał się przy każdym potencjalnym kliencie, który mógłby potrzebować ich podwózki.

Po okrążeniu parokrotnie miasta, nasz syn krzyczał przez okno „the best bus to Bac Ha”, a nam przestawało być do śmiechu.

Kiedy wyjechaliśmy z Lao Cai mieliśmy nadzieję, że przystanków nie zaliczymy już wiele. Nic bardziej mylnego, tym razem nie wypatrywaliśmy turystów szukających transportu, ale zbieraliśmy produkty, które można na nim sprzedawać. Także w pewnym sensie targ mieliśmy już po drodze. Od worków z ziarnem zaczynając, na ptakach w klatce kończąc. Po dwugodzinnej podróży mieliśmy na pokładzie wszystko, co jest potrzebne na dobry utarg pod koniec dnia. Brakowało jedynie, żebym dostała kurę lub świnię na kolana.

Jazda bez trzymanki

Wietnamscy kierowcy jeżdżą bardzo niebezpiecznie. Jazda na czerwonym świetle, wyprzedzanie na trzeciego, czy przed zakrętem to tutaj standard. Poziom adrenaliny w mojej krwi w trakcie jazdy myślę, że był porównywalny do tego, który miałam jadąc na rollercosterze w Legolandzie.

Niedziela 10 rano, dotarliśmy na targ w Bac Ha

Targ w Bac Ha jest zlokalizowana na północy Wietnamu, przy granicy z Chinami. W miasteczku poza targiem, który odbywa się raz w tygodniu- w niedzielę, niewiele się dzieje. Sam w sobie targ w Bac Ha jest bardzo kolorowy, widać wiele pracujących rodzin i życie lokalnych ludzi. Poza przygodami z pociągiem i próbą oszustwa w Lao Cai tutaj zobaczyliśmy inne szokujące rzeczy.

ozdoby, targ w bac ha
Nakrycie głowy, część stroju ludowego

Eksplozja kolorów i sprzedaż żywych zwierząt!

Na targu oprócz ciuchów, ozdób, jedzenia można było kupić zwierzęta (bawoły, psy, koty, kury). Sprzedawano „tradycyjne” dania prosto z gara, a także grillowane kiełbasy i wybór mięs niewiadomego pochodzenia. Były również nalewki z wężami lub innymi zanurzonymi w nich zwierzętami. W innej części sprzedawano owoce, warzywa, przyprawy i różne korzenie. Wszystkie ceny trzeba negocjować, bo nigdzie nie ma cenników. Cieszę się, że pojechaliśmy tam na początku, bo szybko „zeszłam na ziemię”, po przyjeździe z nowoczesnego Singapuru.

stroj ludowy, targ Bac Ha
Stoisko ze strojami ludowymi
mięso, targ Bac Ha
Wybór mięs podawanych na miejscu
przekąski: kiełbaski z grilla, bułeczki smażone w tłuszczu
Przekąski na targu w Bac Ha, Wietnam

A czy Ty lubisz podróżować po lokalnych targach i próbować miejscowego jedzenia?


11 Replies to “Niebanalna podróż na kolorowy targ w Bac Ha”

  1. Ilonko,
    W pelni sie zgadzam,ze podrozowanie „wlasnymi drogami” jest o wiele bardziej ekscytujace i pozwala na odkrycie autentycznego obrazu kraju.
    Super daliscie sobie rade z „przygodami” w Wietnamie. Czekam na kolejna barwna podroz z Wami -swietnie sie czyta Twojego bloga. Buziaki 😘😘😘

    1. Dzięki Kochana za komentarz 🙂 Wietnam był bardzo ciekawy, więc parę wpisów o nim jeszcze będzie 🙂 Buziaki dla całej Rodzinki :*

  2. Witaj Ilona.
    Nic nie dzieje się bez przyczyny, zawsze w to wierzę… mój syn wybiera się do Wietnamu za jakiś czas, więc chętnie podrzucę mu co nieco …
    Piszesz dokładnie to samo, co opowiadało moje dziecko o Tajlandii. Trzeba pojechać na własną rękę, by poczuć klimat taki, jakim jest w rzeczywistości…
    Dodaję blog do obserwowanych i cieszę się że tu wpadłam 🙂

    1. Bardzo mi miło 🙂 Pozdrawiam

  3. Super, że zwiedziliscie północny Wietnam. Nam udało się zobaczyć południe i przyznaję, że znacznie się różni. Czy też było Wam tak zimno w pociągu? 😉

    1. Nie, w pociągu temperatura była w porządku, ale może dlatego że w ciągu dnia był upał. Pozdrawiam:)

  4. Bardzo współczuję takich niemiłych przygód na początku wyjazdu. To potrafi zniechęcić. W Bac Ha akurat nie byłam, ale nie jestem aż taką fanką targów 😉 w Sapie nie opuszczał nas deszcz, a akurat zatoka Ha Long była przepiękna 🙂 naczytaliśmy się o niej sporo i pozytywów i negatywów, więc chyba byliśmy przygotowani na różne warianty 🙂

    1. Ja myślę, że pogoda ma również wpływ na nasz odbiór otoczenia. W Sa Pie mieliśmy przepiękne słońce i pola ryżowe wyglądały zjawiskowo. Natomiast na wycieczce w Ha Long było pochmurno i niestety nie zachwyciła nas widoki, tymi które zapamiętałam z internetu czy przewodników…

  5. Pięknie i kolorowo 🙂 Super wyprawa!

  6. Bylam, widzialam i wspominam Bac Ha jako jedno z najfajniejszych miejsc w Wietnamie! Chociaz malenki targ w pobliskim Coc Ly byl jeszcze bardziej autentyczny. Tursytow bylo tam jak na lekarstwo, glownie miejscowi.

    1. Oj to szkoda, że tam też nie dotarliśmy…:( Pozdrawiam

Dodaj komentarz