Jak zostałam kurą domową w Singapurze?

kura domowa na emigracji

Inspiracją do napisania tego postu było spotkanie, w którym wzięłam udział parę tygodni temu. Było ono skierowane do kobiet, prowadzone przez kobietę sukcesu, która opowiadała o swojej ścieżce zawodowej. Inspirowała nas wszystkie do osiągania w życiu swoich celi i między słowami mówiła o wyborze właściwego partnera życiowego. W trakcie 40-minutowej przemowy dała wskazówki na temat pracy w zespole, dobierania właściwych osób do współpracy, w tym przełożonych. W międzyczasie dodała, że nie odniosłaby tego sukcesu, gdyby nie jej życiowy partner. To on w pewnym momencie życia porzucił własną pracę zawodową i zajął się domem, by ona mogła rozwinąć skrzydła. W tym momencie na sali pojawiły się owacje na stojąco i pytania: „where is he?”

Pierwsze co przyszło mi wtedy do głowy i do dzisiaj nie daje spokoju to reakcja nas, kobiet. Dlaczego facet, który poświęca karierę dla życia rodzinnego, staje się bohaterem spotkania? A kiedy kobieta decyduje się na bycie przysłowiową kurą domową, odbierane jest przez niektórych za brak aspiracji do rozwoju, czy mówiąc wprost czyste lenistwo?

Pomijam fakt, że mąż tej kobiety skradł jej cały speech i serca milionów niewiast.


Dlaczego zostałam kurą domową?

Tak jak pisałam w swoim wpisie o przekraczaniu strefy komfortu, decydując się na wyjazd do Singapuru, wiedziałam, że ja w pewnym stopniu swoje aspiracje zawodowe odsuwam na drugi plan. Jak pewnie pamiętacie, broniłam się przed tą łatką od pierwszego wpisu: zarzekając się, że kurą domową nie zostanę NIGDY. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że ciężko mi usiedzieć na miejscu. Dlatego też niezupełnie odpuściłam, ale zajęłam się innymi tematami, niewymagającymi ode mnie pracy od 8 do 18. Nowa praca męża, nowe środowisko życia, inny język i wszystko, co związane jest z tak ogromną zmianą życiową, doprowadziło nas do wniosku, że ktoś musi na chwilę odpuścić i poukładać nasze „domowe klocki”. Ogromny stres związany z przeprowadzką, szukaniem mieszkania, szkoły, zaaklimatyzowaniem się w nowym środowisku wymagają czasu i spokoju, choć jednego członka rodziny.

Ja stałam się ogniwem, które spaja naszą trójkę i pomaga nam odnaleźć się w nowym świecie.

Jednak dla ludzi z zewnątrz zdecydowałam się na bycie kurą domową, dając mężowi przestrzeń do rozwoju zawodowego.

Myślę, że to jak spojrzymy na to, co nas w życiu spotyka, czy na co sami się decydujemy, zależy tylko i wyłącznie od nas i od osób, które nas otaczają. Jeśli najbliższa rodzina wspiera nas w podejmowanych decyzjach, jest zdecydowanie łatwiej zrozumieć, że to, co robimy, ma ogromną wartość. Dlatego drogie kury domowe

bądźcie z siebie dumne!

Presja społeczna i to, co same o sobie myślimy, nie pozwalają nam nieraz zwolnić, spojrzeć na życie z innej perspektywy i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy na pewno jestem szczęśliwa w tym, co robię?

Czy to, co robię, jest zgodne z moimi wartościami?

Dzisiejsze kobiety, chciałyby być super w każdej sferze: idealna mama, żona, pracownica i kura domowa. Z drugiej strony kobieta z pasją, żądna przygód i nowych wyzwań. Co za tym idzie niepokazująca swoich słabości i dźwigająca każdy ciężar z uśmiechem na ustach. Sama przed sobą niejednokrotnie stawiałam takie cele i wiecie co?

Perfekcjonizm potrafi zabić.

Nie da się zrobić wszystkiego idealnie, nie da się połączyć wszystkiego i równocześnie nie zwariować. Sama wciąż uczę się tego i wymaga to pracy, ale czasem po prostu trzeba odpuścić, a co jest z tym związane

uważajcie na multitasking…

Oczywiście, że kobieta, która posiada dzieci – potocznie zwana kurą domową, potrafi zrobić 100 rzeczy w tym samym czasie. Wysuszyć włosy, myjąc dziecku zęby, w międzyczasie zrobi mężowi śniadanie, a kolejną ręką (która wyrasta jej jak jaszczurce ogon) pozmywać naczynia. Rasowa kura domowa opanowała multitasking (tak ceniony w korpoświecie) do perfekcji. Jak wiadomo, pragniemy być niezniszczalne i docenione, ale musimy też czasem odpuścić i zaangażować innych w pomoc.

Pamiętajcie o szczęście w życiu trzeba walczyć!

Nie bójmy się więc prosić o wsparcie! Mąż, dzieci, rodzice, a czasem pomoc domowa to nie powód do wstydu. Myślę, że wiele kobiet tutaj, nawet nie zdaje sobie sprawy jak ciężko jest, gdy takiej pomocy się nie posiada. Jak trudna jest praca przysłowiowej kury domowej. Ja oczywiście nie jestem najlepszym egzemplarzem, który godził wszystko, bo posiadam tylko jedno dziecko. Jednak znam mamy, które wychowują 3, 4 i więcej dzieci.

Szczerze: PODZIWIAM takie kobiety i uważam, że robią dla świata kawał dobrej roboty!

Jeśli oprócz bycia kurą domową, pracujecie to powinnyście nosić plakietkę STRONG WOMAN, taki odpowiednik w podstawówce „wzorowego ucznia”.

Kochane kury domowe podejmujcie odważne kroki.

Dlaczego w internecie tak popularne są grupy typu „biznes Mamy”? Bo każda mama w pewnym momencie staje przed pytaniem: czy wrócić do pracy na etat i godzić wszystkie obowiązki domowe? Czy też zostać jeszcze parę miesięcy/ lat ze swoimi dziećmi, ale równocześnie robiąc coś dla siebie? To niesamowite, jak wiele kobiet otwiera w tym momencie własny biznes, stronę internetową czy choćby prowadzi blog, który daje przestrzeń do rozwoju. Wiele z tych kobiet odnosi sukces w swoich biznesach i z dumą łączy wszystkie obowiązki. Ja tego przebłysku nie doznałam w trakcie urlopu macierzyńskiego, ale tego typu przemyślenia docierają do mnie aktualnie. I dochodzę do jednego wniosku

kury domowe są bardzo kreatywne.

Nie posądzałam siebie do tej pory o takie pokłady pomysłowości. Powiem więcej, nie myślałam, że w ogóle mam w sobie cień kreatywności. Na miejscu jednak szybko się okazało, że coś robić muszę i szybko sobie te zajęcia znalazłam. Nie jest to na razie etat, nie jest to praca w biurze, ale robię rzeczy, które mnie rozwijają. A także pozwalają mi dostrzec inne obszary do rozwoju niż te stricte związane z pracą w zawodzie. Spotykam się z ciekawymi ludźmi, poznałam kobiety w podobnej sytuacji, co moja, które również inspirują mnie do działania. Niesamowita energia do rozwoju kobiet na emigracji (nie tylko w Singapurze), pozwala mi dostrzec w życiu bardzo wiele nowych aspektów. I Was również proszę

wykorzystajcie swój czas!


Kończąc mój lekko femistyczny post, chciałabym dodać, że jeżeli życie daje nam możliwość, lub mówiąc wprost czasem nas zmusza do zostania kurą domową, skorzystajmy i sprawdźcie tę opcję. Czy naprawdę siedzenie na „grzędzie” jest aż tak uwłaczające, jak odbierane jest przez otoczenie? Czy tylko praca na etacie może dać nam satysfakcję i pieniądze? Ta kolokwialnie nazywana kura domowa czasami potrafi wszystkich mocno zdziwić. W dzisiejszych czasach możemy wiele rzeczy zrobić on-line, a tym samym nie wychodząc nawet z domu realizować swoje pasje. Możemy kończyć różne kursy, możemy pomagać innym przez internet, możemy czytać książki, a co najważniejsze możemy

POŚWIĘCIĆ CZAS RODZINIE – największej wartości, która w dzisiejszych czasach bywa passé…


10 Replies to “Jak zostałam kurą domową w Singapurze?”

  1. Ilona, dzięki za ten post 🙂 Aspiracje zawodowe często gloryfikuje się do tego stopnia, że zaczynają zasłaniać inne, niemniej ważne wartości. Dobrze czasem popłynąć „pod prąd”, postawić na siebie, swój rozwój, docenić, że rzeczy, które się robi (a na których się nie zarabia) to też ważna praca oraz inwestycja, również w najbliższych. W końcu szczęśliwa kura to szczęśliwy kurnik 😉 A skrzydła ma się po to, żeby je rozwijać. Najlepiej po swojemu.

    1. Pięknie napisane 🙂 Pozdrawiam

  2. Bardzo fajny tekst 🙂 Robienie rzeczy, które nas rozwijają jest bardzo ważne! Doszłam do tego wniosku jeszcze gdy pracowałam na etacie, teraz to potwierdzam 🙂

    1. Grunt to bycie szczęśliwym i życie w zgodzie ze swoimi wartościami 🙂 Pozdrawiam

  3. Bycie kurą domową nie jest złe, szkoda, że taki wybór życiowy jest określany takim negatywnym obrazkiem (kura domowa czyli głupiutka babinka co to się realizuje w sprzątaniu i myciu garów oraz wycieraniem dzieciom tyłków). nic bardziej mylnego. to był najlepszy czas, niestety dziewczyny (ja także) go nie wykorzystują walcząc z tym okropnym stereotypem.

    1. Myślę, że społeczeństwo nie docenia tego, co kobiety robią dla rodzin.
      Same też sobie nie pomagamy, wiecznie się porównując i dążąc do: „więcej, lepiej szybciej”.
      Gubimy się w priorytetach i wartościach, których od wieków były dla mam ważne.
      Pozdrawiam 🙂

  4. Ja z przyjemnością zostałabym kurą domową;)

    1. A ja bardzo długo broniłam się przed tą rolą…:)

  5. Magda Sypniewska-Gawlik says: Odpowiedz

    … pamiętam przed laty jak na spotkaniu klasowym powiedziałam, że moim największym osiągnięciem w życiu BĘDZIE to na jakiego człowieka wychowam moją córkę …. pamiętam reakcje koleżanek, chyba nawet ktoś się zaśmiał. Sugerując w takim razie po co Tobie te studia i firma i po co tak się szarpiesz ze wszystkim (Ja nigdy się nie szarpię !!!ale to wie ktoś kto mnie zna :)) . Nie jest wielką sztuką skończyć studia bo to kwestia ambicji, super praca owszem satysfakcjonuje, ale możliwość bycia matką i żoną to jest olbrzymia sztuka. W dobie popularyzacji rozwodów i stwierdzenia, że macierzyństwo jest passe, kobieta wykształcona z doświadczeniem dokonująca świadomie wyboru dla dobra ogółu tj rodziny jest najwyższej klasy specjalistą wręcz niemożliwym do zastąpienia. Myślę, że czeka Ciebie tyle wyzwań i nowych rzeczy do poznania, że żadna nawet ambitna praca w Corpo nie może się z tym równać.

    A tak na marginesie nie wierzę jak ten czas szybko poleciał …. buziaki czerp z życia całymi garściami i pchaj w kieszenie !!!!

    1. Magda, lepiej bym tego nie ujęła. Dziękuję za Twój komentarz i pozdrawiam gorąco 🙂

Dodaj komentarz