Jak wygląda prawdziwe życie na równiku?

zycie na rowniku

Niejednokrotnie zastanawiałam się, jak może wyglądać życie na emigracji, mieszkanie tak daleko od domu, rodziny, przyjaciół i w nowym otoczeniu. Dziś już wiem, że ciężko to sobie wyobrazić, dopóki w danym miejscu się nie znajdziemy. Myśląc o Singapurze, miałam w głowie słońce, palmy, ogromne miasto i różnorodność potraw. Moje pierwsze wrażenia z życia na równiku, cały czas są aktualne, ale mam również nową listę rzeczy, które mówiąc wprost, zaskoczyły mnie. O większości z nich nie czytałam w internecie, a jeśli nawet to w myślach je negowałam i musiałam sprawdzić na własnej skórze. Dzisiejszy wpis będzie o tym, jak wygląda prawdziwe życie na równiku. Zacznę od wad, żeby na koniec osłodzić trochę opinię o życiu w mieście lwa, bo przecież BARDZO JE LUBIĘ!

Ilona-sentosa


WADY ŻYCIA NA RÓWNIKU

Nie tak łatwo znaleźć pracę

Singapur jest mekką ekspatów, dlatego rząd lubi wkraczać na to grząskie pole, regulując pewne tematy odgórnie. Z jednej strony chcą mieć wielu najlepszych światowych ekspertów, z drugiej strony tutejszy rynek pracy nie może być przesycony obcokrajowcami. Po pierwsze, jak już pisałam w poście o 10 krokach, które warto zrobić przed wyprowadzką, jeśli przyjeżdżacie rodzinnie to żona (niepracująca) i dzieci otrzymują dependent pass. Jest to wiza pozwalająca na życie (wydawanie pieniędzy), ale niekoniecznie na pracę w tym mieście.

Nie jest tak, że nie można pracować, ale aby dostać się do firmy będąc na takiej wizie, trzeba być specjalistą w swoim fachu, tzn. okazać się lepszym kandydatem niż singapurczyk. Niejednokrotnie trzeba również wykazać się dużą dozą cierpliwości, bo np. na 100 rozmów, tylko kilka firm zaprosi nas do kolejnego etapu. Oczywiście można mieć szczęście i na pierwszej rozmowie dostać pracę i o takich historiach również słyszałam. Wierzę również, że kiedy znalezienie pracy jest Twoim głównym celem, to będąc zdeterminowanym prędzej czy później tę pracę dostaniesz. Kolejną rzeczą, która mnie zdziwiła, są

godziny pracy i długość urlopów.

Czytałam i zdawałam sobie sprawę z tego, że w tak rozwiniętym państwie pracuje się ponadnormatywnie. Poza tym, jak pisałam w poście o przekraczaniu strefy komfortu, wywodzę się z korporacji. Praca po godzinach nie jest mi obca. Jednak tutaj już w ogłoszeniach podane są godziny pracy, np. 8-17.30/18.00; często z obowiązkową przerwą na lunch. Również kwestia urlopów nie sprzyja odpoczynkowi: zwykle jest to około 14 dni w pierwszych latach pracy, z czasem może być to więcej w zależności od firmy. Jednak polskie 26 dni urlopu w roku to tutaj niewątpliwy luksus. Polskim luksusem są także roczne urlopy macierzyńskie czy bezpłatne urlopy wychowawcze, które tutaj kobieta musi zakończyć po 3 miesiącach „sielanki” zwanej macierzyństwem. Większość ekspatów, jak i lokalnych pracuje dużo, długo i więcej niż w państwach, z których przyjechali. I nie dotyczy to jedynie stanowisk managerskich, czy wyższych, ale również tych na szczeblach specjalistycznych. To niestety niejednokrotnie

koliduje z życiem prywatnym.

Jako mama jedynaka, może trochę za bardzo „trzęsę” się nad swoim dzieckiem, ale mimo wszystko uważam, że wyjazd na drugi koniec świata to nie jest zwykła zmiana klasy w szkole, czy trudności w zapamiętaniu nowej literki. To wielka rewolucja, która dotyczy całej rodziny i w której wszyscy musimy się wspierać i mieć czas na dostosowanie do nowego otoczenia. Przy dwóch pracujących rodzicach pomoc dziecku w odrabianiu (po angielsku) lekcji, czy też ułatwienie mu socjalizacji w nowym środowisku, może nie być łatwa, jeśli w ogóle możliwa. Jednak zaradny Singapur poradził sobie z „problemem” opieki nad dziećmi i obowiązkami, które standardowo w Polsce wykonuje kobieta, pomocą nazywaną, tutaj

helper.

Są to najczęściej kobiety, w różnym wieku, przeważnie z Filipin, Indonezji lub innych sąsiadujących, biedniejszych państw. Osoby te opiekują się naszymi dziećmi, często całą dobę. Panie te, w większości mieszkają z rodzinami, u których pracują, pomagając im we wszystkich czynnościach domowych. Począwszy od opieki nad dziećmi, poprzez pranie, sprzątanie, gotowanie i wszystkie sprawy związane z „zarządzaniem” domem. Patrzcie matki Polki, jakie my jesteśmy zaradne! Sprzątanie, gotowanie, pranie, opieka nad dzieckiem i dodatkowo etat to dla nas chleb powszedni, tutaj te „obowiązki” nabierają innego znaczenia. Temat jest dość złożony i absolutnie nie krytykuję rodzin, które na tego typu wsparcie się decydują. Jednak są rzeczy, obok których nie umiem przejść obojętnie i o nich poczytacie w poście o gosposiach. To na co trzeba być gotowym jadąc do Singapuru to

wysokie koszty życia.

O tym pisałam już niejednokrotnie, ale powtarzać to będę do znudzenia, że jest tutaj drogo. Szczególnie drogie są szkoły, o cenach dowiecie się z postu o edukacji, a także wynajem mieszkania. Można oczywiście nauczyć się żyć taniej: znaleźć tańsze sklepy, kupić używane meble, czy też nie decydować się na najdroższą w mieście szkołę. Są jednak koszty, których mówiąc wprost, NIE PRZESKOCZYMY. Wynajmując mieszkanie musimy być gotowi na zapłacenie z góry 3-miesięcznego czynszu. Dwumiesięczna kaucja oraz pierwszy miesiąc wynajmu, płatne są w momencie podpisywania umowy. Czasem musimy również opłacić koszty agenta, który zajmował się znalezieniem dla nas odpowiedniego lokum.


Nie myślcie jednak, że życie w Singapurze jest smutne i jedyne, co robimy to siedzimy z kalkulatorem licząc wydatki. Z wielu rzeczy, które mnie tutaj zaskoczyły pozytywnie, wymienię kilka. Zacznę od tych, które są mi aktualnie najbliższe.

ZALETY ŻYCIA NA RÓWNIKU

Tempo, w jakim dzieci uczą się języka.

Maks uczęszcza niewiele ponad miesiąc do szkoły, a już widzimy pierwsze efekty. Dzieci uczą się przez czynności, on w większości przypadków nie umie przetłumaczyć, co nauczyciel powiedział, a umie wykonać zadanie, które kazał mu zrobić. Zapytał mnie kiedyś, co to znaczy „turn the page, please”, zapytałam, więc: „a co robisz, kiedy Pani o to prosi?”, usłyszałam: „obracam stronę”. Bez komentarza… Poza tym, on ciągle testuje swoje konstrukcje zdań, a ja nigdy nie sądziłam, że słów „yes” i „no” można użyć w tak wielu konfiguracjach. Nie odstępując od tematu dzieci, szokiem było dla mnie, że

nie znając języka można mieć przyjaciół.

Maksa ulubiony kolega pochodzi z Izraela. W klasie są jedynymi dziećmi, które nie mają skośnych oczu, a Maks jako jedyny ma blond włosy. Chłopcy naukę języka rozpoczęli w podobnym czasie, więc oboje potrafili powiedzieć kilka słów. I te parę słów wystarczyło do nawiązania przyjaźni. Powiem więcej, one wystarczyły do takiego rozrabiania, że przeszkadzają na lekcjach, a my musimy „poważnie” rozmawiać z nim w domu. Dzieci mają tę cudowną zdolność, że nie muszą za dużo rozmawiać przy zabawie: ganianie, chichranie się i wspinanie po drabinkach jest międzynarodowe i na całym świecie dzieci robią to w ten sam sposób. Jednak nie tylko dzieci lubią

poznawać nowych ludzi.

To ciekawe zjawisko panujące na emigracji, że ludzie bardzo szybko nawiązują nowe znajomości. Chęć poznania drugiej osoby i współdzielenia doświadczeń jest tym większa, ponieważ większość z nas jest tutaj, jedynie z najbliższą rodziną, a wiadomo, że raźniej jest dzielić się swoją „dolą” z ludźmi w podobnej sytuacji. Historie są skrajnie różne, nie każdy jest tutaj szczęśliwy, nie każdy się odnajduje. Czasem można się wesprzeć, pocieszyć, a czasem po prostu wypić wspólnie kawkę i poplotkować o życiu. Ja poznałam w Singapurze mnóstwo ciekawych osób i każda z nich w jakimś stopniu przybliżyła mi życie na równiku i pozwoliła łatwiej wtopić się w tutejsze środowisko. Kasia, która rysuje na moim blogu, oprócz wspaniałej znajomości jest moim motywatorem do wielu działań i przyspieszyła moją aklimatyzację w Singapurze. Wiedzieliście, że można

 poruszać się po nowym mieście nie znając go?

Ja nie sądziłam. W Polsce jak nie wiedziałam jak dojechać w jakieś miejsce, najczęściej używałam nawigacji. Orientacja w terenie nie jest moją najmocniejszą stroną, żeby nie powiedzieć, że jest najsłabszą. Jadąc do Singapuru, myślałam że poznanie tego miasta zajmie mi sporo czasu i pewnie przez pierwsze miesiące nie będę chciałam sama podróżować, w obawie, że zgubię się w gąszczu wieżowców. Nic bardziej mylnego. Mąż musiał iść do pracy, a my musieliśmy sobie poradzić, bo przecież leżenie na basenie, też się w końcu nudzi. Ściągnęłam więc aplikacje i okazało się, że wcale nie muszę poznawać topografii miasta, żeby przedostać się z punktu A do B. Jednak największą zaletą życia na równiku jest możliwość

zdobywania nowych doświadczeń!

Każdy z nas (myślę o naszej rodzinie) w inny sposób radzi sobie z nowym otoczeniem. Wszyscy już po drugim miesiącu pobytu czujemy się praktycznie „jak w domu”. Chyba każdy z nas ma umiejętność bardzo szybkiego dostosowywania się do nowego świata. Maks ma kolegów i na pytanie, czym różni się szkoła w Singapurze od przedszkola w Polsce, odpowiada: „niczym”. Nasze zdanie jest nieco inne,  ale cieszymy się, że tak łatwo wszedł w nowe środowisko. Nikogo z nas już nie dziwi, że za oknem codziennie jest lato, a basen, który parę miesięcy temu był czymś niewyobrażalnym, dziś jest naszą codziennością. Z jednej strony mnie to cieszy, z drugiej przeraża. Jednak wiem, że na koniec dnia każdy z nas jest bogatszy o nowe przeżycia, które wyniósł z mieszkania w Singapurze. Z przymrużeniem oka dodam, jako wado-zaletę życia na równiku, że moje dziecko zapytane kim chce zostać, jak będzie dorosły, odpowiada:

MILIONEREM 🙂

Tak, to prawda, że żyjąc tutaj, można unaocznić pojęcie luksusu. Ludzie mają ogromne domy, kilka porche na podjeździe, a weekendy spędzają na własnym jachcie. Ciężko więc dziwić się dziecku, które to wszystko widzi. Bez wątpienia czeka nas jednak niejedna rozmowa wychowawcza, na temat prawdziwych wartości w życiu człowieka.

jacht-at-keppel-bay


18 Replies to “Jak wygląda prawdziwe życie na równiku?”

  1. Wszędzie jak widać są plusy dodatnie i ujemne

    1. Dokładnie tak! Jak to mówią: „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” 🙂

  2. Sama pomimo tych wszystkich wad o których napisałaś (które chyba są bardzo charakterystyczne dla wielu azjatyckich krajów) bardzo chciałabym dłużej pomieszkać i popracować za granicą.

    1. Wspaniałe doświadczenie, człowiek nabiera dystansu do wielu spraw. Polecam i służę pomocą jakbyś się zdecydowała 🙂

  3. Jestem bardzo zainteresowana pracą helperki 🙂 bardzo ciekawy wpis, niektóre wady mnie bardzo zaskoczyły 🙂

    1. Super, dzięki za informację. Post o helperkach powstanie, ale muszę go dobrze przemyśleć 🙂 Pozdrawiam

  4. Maks jesteś wielki ❤️😍❤️

    1. Oj tak Beatko, Maks nas wszystkich bardzo zaskoczył 🙂

  5. Kazde miejsce ma swoje plusy i minusy, ale najwazniejsze, ze odwazyliscie sie, podjeliscie ryzyko i zyjecie w niesamowitym miejscu. Trzeba czerpac jak najwiecej i gonic marzenia! Zycze Wam powodzenia i pozdrawiam goraco z Malty!☺️🇲🇹

    1. Bilans bez wątpienia wychodzi na plus 🙂 W życiu nie doświadczyłabym tylu różnych „perypetii”, gdyby nie ten wyjazd.
      Pozdrawiamy Maltę 🙂

  6. To bardzo ciekawe, o czym piszesz. Poza tym, odnalezienie się w takiej zupełnie nowej i odmiennej rzeczywistości musi być wyjątkowym przeżyciem 😉

  7. Jeszcze rok temu Maksio chciał zostać policjantem. Ma rację- lepiej zostać milionerem !

  8. Ciekawe, nam zawsze wydawało się, że koszty życia są niższe niż w krajach europejskich. 🙂 Dziękujemy za cenne informacje. 🙂

    1. W sąsiadujących z Singapurem państwach zazwyczaj jest taniej niż w Europie; niestety sam w sobie Singapur jest dla Polaków drogi. Cieszę się, że pomogłam 🙂 Pozdrawiam

  9. Chciałbym kiedyś odwiedzisz tamte strony 🙂

  10. Bardzo ciekawy wpis! Ciekawi mnie jak żyje się w innych krajach, a o Singapurze nie wiedziałam zbyt wiele. Kojarzył mi się zawsze tylko z bycia bardzo drogim 😉 Wiadomo, że nie zawsze jest łatwo, z tego co piszesz znalezienie pracy jest naprawdę wyzwaniem. Ale myślę, że i tak więcej jest plusów 🙂 Najważniejsze, że wy czujecie się tam dobrze 🙂

  11. Jest gdzieś post o tym dlaczego się zdecydowaliscie na Singapur? I skąd się wziął cały pomysł? Odwieczne marzenie czy dobra oferta pracy dla męża czy jeszcze coś innego? 🙂 Wybacz, że wypytuje, ale zaciekawiła mnie Wasza historia. 🙂

    1. Jeszcze takiego postu nie ma, natomiast w części „o mnie” znajdziesz podstawowe informacje „dlaczego akurat Singapur”?:)
      Ale dałeś mi świetny pomysł na wpis!
      Dziękuję i pozdrawiam

Dodaj komentarz